Niedługo mogąc się nacieszyć spokojem nasi bohaterowie dowiadują się o zniknięciu paru z tubylców oraz o grasujących w pobliżu dzikich bestiach zabijających zwierzęta hodowlane. Nasi adepci mając w perspektywie kolejny zarobek oraz wdzięczność i uznanie ludzi z wioski postanawiają podjąć się zadania i zabić te dzikie bestie. Z nieskładnego opisu paru wieśniaków nie mieli pojęcia z czym przyjdzie im się zmierzyć, mimo to dziarsko wyruszyli by wytropić i zgładzić zagrożenie.
Rozłożyli zasadzkę i o północy stoczyli bój z łasicopodobnymi kreaturami o śnieżnobiałych futrach. Stefan nie doceniając przewagi liczebnej wroga rzucił się w sam środek walki i o mało by zginął. Na szczęście jego kompan doskonałym zmysłem taktycznym oraz olbrzymią przewagą wzrostu uporał się ze stworami nim te zdążyły zagryźć jego towarzysza na śmierć.
Gdy wrócili do wioski i ogłosili swoje niepodważalne zwycięstwo wszyscy się radowali, a najbardziej karczmarz, bo zapowiadało się, że szczęście się znowu do niego uśmiechnie. Z tej okazji zostało wydane huczne przyjęcie a nasi herosi odbierali niezliczone wyrazy wdzięczność i szacunku.
środa, 19 września 2012
0.1 Przeprawa
Stefan z Białym wilkiem spotykają się w wiosce Broer, w której muszą się zatrzymać z powodu naprawy mostu. Po obu stronach przejścia zaczęły koczować tłumy wyczekujące możliwości dalszej podróży.
Gdy tylko przedostali się na drugą stronę usłyszeli o powietrznym statku łowiącym niewolników. Oboje dostali ofertę najęcia się jako ochrona dla karawany, która chciała zabezpieczyć się na wypadek dalszych ataków. Przyjęli to z ochotą, gdyż nie uśmiechała się im wędrówka samotnie, nawet po kupieckim szlaku, a i parę monet w sakiewce nie ciążyło.
W trakcie przeprawy przez górskie szlaki nie natknęli się na nic co by sprawiło większy kłopot, ale dowiedzieli się za to o szczególnym zachowaniu załogi domniemanych łowców niewolników. Podobno nie brali tak jak się zwykło uważać wszystkich bezbronnych dawców imion na których się natknęli, ale przed tym ustawiano ich w rzędzie i wybierano co niektórych.
Po drugiej stronie pasma górskiego Eventyr nasi adepci dotarli do wioski Drikk znanej prawie każdemu jako miejsce pochodzenia Gede lub też lodowej wódki. Tutaj bohaterowie zatrzymali się na parę dni w największej karczmie jaką dotąd widzieli i uraczyli siebie tym legendarnym trunkiem, który im dalej od wioski tym bardziej oszałamiające ceny osiągał. Tutaj był swego rodzaju atrakcją, która przyciągała wielu podróżnych, nawet jeśli musieliby nadłożyć na swej trasie wielu kilometrów.
Gdy tylko przedostali się na drugą stronę usłyszeli o powietrznym statku łowiącym niewolników. Oboje dostali ofertę najęcia się jako ochrona dla karawany, która chciała zabezpieczyć się na wypadek dalszych ataków. Przyjęli to z ochotą, gdyż nie uśmiechała się im wędrówka samotnie, nawet po kupieckim szlaku, a i parę monet w sakiewce nie ciążyło.
W trakcie przeprawy przez górskie szlaki nie natknęli się na nic co by sprawiło większy kłopot, ale dowiedzieli się za to o szczególnym zachowaniu załogi domniemanych łowców niewolników. Podobno nie brali tak jak się zwykło uważać wszystkich bezbronnych dawców imion na których się natknęli, ale przed tym ustawiano ich w rzędzie i wybierano co niektórych.
Po drugiej stronie pasma górskiego Eventyr nasi adepci dotarli do wioski Drikk znanej prawie każdemu jako miejsce pochodzenia Gede lub też lodowej wódki. Tutaj bohaterowie zatrzymali się na parę dni w największej karczmie jaką dotąd widzieli i uraczyli siebie tym legendarnym trunkiem, który im dalej od wioski tym bardziej oszałamiające ceny osiągał. Tutaj był swego rodzaju atrakcją, która przyciągała wielu podróżnych, nawet jeśli musieliby nadłożyć na swej trasie wielu kilometrów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)